2 grudnia 2009

Głosy z ulicy - Philip K. Dick

Nowy Dick! "Być nie może" pomyślałem sobie rozważając zakup tej pozycji. "Może to android ukształtowany na podobieństwo Dicka (a potem zgubiony przez pracownika linii lotniczych) naskrobał kilka słów i udaje słynnego pisarza-paranoika?". Ale nie, to faktycznie prawdziwy, jedyny oryginalny Dick, tylko wydany tak późno. Zresztą już kilkanaście pierwszych stron powieści jasno przekonuje, że nie mamy doczynienia z naśladowcą. Jak to u Dicka, niby wszystko jest normalnie, ale jednak pod pozorem sielanki czai się uczucie brudu, szaleństwa i emocjonalnej pustki.

Główny bohater powieści to dwudziestokilkuletni marzyciel, pracujący jako sprzedawca i serwisant telewizorów w małym Kalifornijskim miasteczku. Szybko dowiadujemy się, że jest niespełnionym wewnętrznie artystą, który trochę z rozpędu, popadł w tak zwane "normalne życie", zamiast tworzyć sztukę, czymkolwiek ta ostatnia miałaby nie być. No i choć nie ma w zasadzie żadnych wyartykułowanych ambicji czy też namiętności (choć kiedyś malował), czuje się biedaczek niedowartościowany. Ze zgryzoty wielkiej popada nasz bohater w różnorakie perypetie w tym, typowo po dickowsku, natury skrajnie religijnej. Coraz bardziej zrozpaczony normalnością i zwyczajnością swej egzystencji, zarówno na niwie zawodowej jak i małżeńskiej, popada w szaleństwo by na sam koniec złamać się i poddać światu.

Choć napisana na początku lat 50, książka zachwyca dojrzałością pisarską autora. Opisy kipią szczegółami, realia powojennej Ameryki dziwią i fascynują, pełnokrwiste postacie wydają się niepokojąco znajome. Dick, choć napisał także kilka gniotów, jest doskonałym pisarzem, o niebywałym talencie do budowania napięcia i atmosfery niepokoju. Tym bardziej dojmującego, że kryjącego się w zupełnie zwyczajnym życiu, przeciętnego, amerykańskiego sklepikarza...

Na przykładzie "Głosów z ulicy" widać jak na dłoni, że dla Dicka scenografie Fantasy i SF to jedynie sztafaż. Opowieść o prowadzącej do szaleństwa normalności i zwyczajności nie potrzebowała androidów, ubików czy statków kosmicznych. Amerykańskie małe miasteczko i obyczajowa z pozoru opowieść, wystarczyły do zbudowania powieści, z jednej strony całkowicie nie-fantastycznej, a z drugiej - na wskroś dickowskiej.

"Głosy z ulicy" - Wydawnictwo Rebis, 2008

Brak komentarzy: