Nowy Dick! "Być nie może" pomyślałem sobie rozważając zakup tej pozycji. "Może to android ukształtowany na podobieństwo Dicka (a potem zgubiony przez pracownika linii lotniczych) naskrobał kilka słów i udaje słynnego pisarza-paranoika?". Ale nie, to faktycznie prawdziwy, jedyny oryginalny Dick, tylko wydany tak późno. Zresztą już kilkanaście pierwszych stron powieści jasno przekonuje, że nie mamy doczynienia z naśladowcą. Jak to u Dicka, niby wszystko jest normalnie, ale jednak pod pozorem sielanki czai się uczucie brudu, szaleństwa i emocjonalnej pustki.
Główny bohater powieści to dwudziestokilkuletni marzyciel, pracujący jako sprzedawca i serwisant telewizorów w małym Kalifornijskim miasteczku. Szybko dowiadujemy się, że jest niespełnionym wewnętrznie artystą, który trochę z rozpędu, popadł w tak zwane "normalne życie", zamiast tworzyć sztukę, czymkolwiek ta ostatnia miałaby nie być. No i choć nie ma w zasadzie żadnych wyartykułowanych ambicji czy też namiętności (choć kiedyś malował), czuje się biedaczek niedowartościowany. Ze zgryzoty wielkiej popada nasz bohater w różnorakie perypetie w tym, typowo po dickowsku, natury skrajnie religijnej. Coraz bardziej zrozpaczony normalnością i zwyczajnością swej egzystencji, zarówno na niwie zawodowej jak i małżeńskiej, popada w szaleństwo by na sam koniec złamać się i poddać światu.
Choć napisana na początku lat 50, książka zachwyca dojrzałością pisarską autora. Opisy kipią szczegółami, realia powojennej Ameryki dziwią i fascynują, pełnokrwiste postacie wydają się niepokojąco znajome. Dick, choć napisał także kilka gniotów, jest doskonałym pisarzem, o niebywałym talencie do budowania napięcia i atmosfery niepokoju. Tym bardziej dojmującego, że kryjącego się w zupełnie zwyczajnym życiu, przeciętnego, amerykańskiego sklepikarza...
Na przykładzie "Głosów z ulicy" widać jak na dłoni, że dla Dicka scenografie Fantasy i SF to jedynie sztafaż. Opowieść o prowadzącej do szaleństwa normalności i zwyczajności nie potrzebowała androidów, ubików czy statków kosmicznych. Amerykańskie małe miasteczko i obyczajowa z pozoru opowieść, wystarczyły do zbudowania powieści, z jednej strony całkowicie nie-fantastycznej, a z drugiej - na wskroś dickowskiej.
"Głosy z ulicy" - Wydawnictwo Rebis, 2008
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz