O co chodzi z tym Larsonem? Filmy kinowe w dwóch wersjach (szwedzkiej i amerykańskiej), ponad 60 tygodni jako numer jeden na liście bestsellerów New York Timesa, setki tysięcy sprzedanych książek... Spodziewałem się kolejnego Dana Browna. Rozdmuchanego przez skandale (tym razem tematyka okrutno-seksualna zamiast pseudo-anty-katolickiej), średnio napisanego, płytkiego w gruncie rzeczy, czytadła. W zasadzie się nie zawiodłem, ale w przeciwieństwie do "Kodu Leonarda", Larssona czytało mi się świetnie. I nadal się zastanawiam w czym tkwi tajemnica.
Ale od początku. Seria książek znana na rynku jako "trylogia Milleniium" to dzieło szwedzkiego pisarza Stiega Larssona. Z zawodu pismak, za życia, Larsson dał się poznać jako lewicujący aktywista w swoim rodzinnym kraju, po czym niezbyt spektakularnie, zmarł na zawał serca po męczącej wspinaczce na siódme piętro. Można by w tym momencie postawić kropkę nad - gdyby nie fakt, że jak się okazało, w wolnym czasie pisał do szuflady. Jest dla mnie zagadką, jak można dla samej jeno radości pisania spłodzić trzy (a jak twierdzą niektórzy - cztery) opasłe tomiszcza i nie podjąć prób ich publikacji, ale ponoć tak się właśnie stało. Obecnie o prawa do dokończenia i publikacji tomu czwartego biją się spadkobiercy pisarza.
Fabularnie "Millenium" to zasadniczo kryminał, chociaż zagadki kryminalne są tu ewidentnie tłem dla snucia opowieści o głównych bohaterach, co samo w sobie nie jest niczym złym. Na pierwszym planie znajduję się tu dwoje postaci - Mikael Blomkvist, dziennikarz śledczy (oraz, jak twierdzą niektórzy, alter ego pisarza) i Lisbeth Salander, genialna hakerka i wyobcowany misantrop. Historę prawie od początku napędza dynamika relacji pomiędzy tą parą, czyta się książkę głównie po to żeby zobaczyć czy wreszcie dojdzie do jakiegoś przełomu, czy jedno się ośmieli a drugie zrozumie itd. Relacja między bohaterami, trzeba to Larssenowi oddać, jest skomplikowana i wielopoziomowa i dobrze się o niej czyta, choć zbudowana jest w znacznym stopnu na niedopowiedzeniach i mrocznych sekretach z przeszłości, czyli wątkach tak ogranych, że na samą myśl o nich wyrobiony czytelnik powinnien się chwycić za głowę i zawyć z rozpaczy. Nic takiego jednak nie następuje, wręcz przeciwnie. Kapitalnie się tą książkę czyta i to pomimo naprawdę licznych wad. Większość z nich to wpadki niewyrobionego pisarza - suche dialogi (napisane tak poprawnie, że zupełnie niewiarygodnie), nadmierne skupienie na detalach technicznych używanych przez dwójkę bohaterów sprzętów (szczególnie razi uparta reklama komputerów marki Apple, którą Larssen wciska tak, jakby przepisywał Keynote Steve'a Jobsa), wprowadzanie nowych wątków i postaci (deus ex machina) tylko po to, żeby doprowadzić do odpowiednio krwistej rozprawy i o nowym bohaterze natychmiast zapomnieć (boleśnie kiczowowaty przykład boksera z drugiego tomu), do granic możliwości przerysowani antybohaterowie, i masa innych drobnych wtop.
Ale, jak już kilkakrotnie wspomniałem, walory czytelnicze tej serii są olbrzymie, czytanie bardzo przyjemne, satysfakcja ogromna. Dlaczego? Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Fajne wrażenie robią detale pseudo-psychologiczne towarzyszące opisowi bohaterów, no ale są przecież, jak już wcześniej wspomniałem oparte na znanych i "lubianych motywach". Cóż więc? Może po prostu nic więcej nie trzeba do dobrego czytadła...
(Polskie wydanie) Wszystkie trzy tomy - Wydawnictwo Czarna Owca (dawniej Jacek Santorski & co), 2008, 2009
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz